sobota, 14 grudnia 2013

Rozdział 8 + kolaż dla Nati Verdas

Leon:

 Całowałem się z Violą w parku, było cudownie, akompaniament świerszczy i blask księżyca dodawały tej chwili romantyzmu.Nagle zapanowała złowroga cisza, księżyc przesłoniły chmury, Viola mocno się we mnie wtuliła.Bała się. Nie ukrywam ja też się bałem i byłem zdezorientowany. Z każdą minutą coraz mocniej przytulałem do siebie Violę. Bałem się że ktoś będzie chciał ją porwać a przecież obiecałem ją chronić. I tak właśnie zrobię będę ją chronić choćby nie wiem co.
- Strasznie się boję - wyszeptała drżącym głosem Viola jeszcze mocniej się we mnie wtulając.
- Też się boję ale będę cię chronić obiecuję - wyszeptałem jej do ucha i pocałowałem ją we włosy.
   Zerwał się gwałtowny i zimny wiatr który rozpędził chmury odsłaniając księżyc, jednak nie świecił on już tak mocno jak przedtem.
- Chodźmy z tond - powiedziała przerażona Vilu.
- Jestem za tylko... którędy mamy iść? - zapytałem rozglądając się.
- Nie wiem - powiedziała Viola szczękając zębami. Zdjąłem bluzę i założyłem ją na ramiona Violi.
- Dziękuję - powiedziała i mocno się do mnie przytuliła.
- A ty wiesz którędy iść - spytała z nadzieją.
- Niestety nie - odpowiedziałem smutno. "Brawo Verdas nic tylko same rozczarowania" - skarciłem sam siebie.
- Czy to znaczy że ... że ... się ... zgubiliśmy? - zapytała drżącym głosem i zaczęła płakać.
- Chyba tak - powiedziałem i szczerze mówiąc też miałem ochotę się rozpłakać ale nie mogłem bo postanowiłem pocieszyć Violettę... tylko nie bardzo wiedziałem jak.
- To jak wrócimy do twojego domu? - zapytała łkając.
- Nie wiem ale coś wymyślę obiecuję - powiedziałem gładząc ją po plecach. Ona nic nie powiedziała tylko mocniej się do mnie przytuliła i płakała dalej.
- Przyszliśmy stamtąd - pokazałem na alejkę za nami - i zatrzymaliśmy się tu, i się z tond nie ruszaliśmy więc droga powrotna jest tą którą tu przyszliśmy. Wystarczy że się obrócimy i pójdziemy prosto aż do wyjścia z parku a potem skierujemy się w lewo i znowu pójdziemy prosto i dotrzemy do mojego domu - oświeciło mnie.
- Jesteś pewien? - zapytała Viola ocierając łzy.
- Na 80% - powiedziałem zgodnie z prawdą.
- No to sprawdźmy twoją teorie - powiedziała Viola i ruszyliśmy tą drogą którą przyszliśmy. Z każdym krokiem odczuwałem coraz silniej że dobrze idziemy ale czy na pewno...

Violetta:

Leon był w 80% pewny tego że idąc drogą którą przyszliśmy wrócimy do jego domu co prawda pozostawało 20% szans że się zgubimy jeszcze bardziej ale postanowiłem mu zaufać w końcu związek powinien opierać się na zaufaniu prawda? Szliśmy przytuleni do siebie dość szybkim tempem bo nie da się przewidzieć co się może wydarzyć za chwilę. Z każdym krokiem traciłam pewność co do tego czy dobrze zrobiliśmy. Cały czas wiał przenikliwie zimny wiatr aj miałam na sobie bluzę Leona wiec nie było mi aż tak zimno,on natomiast miał tylko cienką koszulę, zastanawiam się jakim cudem on wytrzymuje ten wiatr który momentami przedzierał się nawet przez bluzę i sprawiał że drżałam a w tedy Leon mocniej mnie przytulał. Było mi go żal musiał naprawdę marznąć ale ani pisnął. Po około półgodzinnej wędrówce opadłam z sił i nie byłam w stanie iść dalej. Leon to chyba wyczuł bo się zatrzymał, wziął mnie na ręce i ruszył z powrotem utrzymując równomierne tępo. Wtuliłam się w jego tors  i zamknęłam oczy byłam tak zmęczona że chyba przysnęłam.   Nagle usłyszałam krzyk i poczułam że Leon przyspiesza. Otworzyłam oczy i popatrzyłam do tyłu ponad ramieniem Leona. Zobaczyłam cztery biegnące postaci w kapturach głęboko naciągniętych na głowę. Przeraziłam się i skuliłam głowę tak aby nie było jej widać za ramienia Leona.
-Boję się - wyszeptałam w jego klatkę piersiową.
- Wiem. Ja też się boję - wysapał Leon i zwiększył tempo biegu.
- Dla czego oni nas gonię? - spytałam drżącym głosem.
- Nie ... wiem - wysapał ledwie-słyszalnie  Leon i próbował zmusić się do jeszcze szybszego biegu co przychodziło mu z wielkim trudem ale się nie zatrzymał nawet w tedy gdy minęliśmy bramę wejściową parku. Czyli Leon się jednak nie mylił. skręcił w lewo tak jak mówił i biegł dalej próbując jeszcze bardziej zwiększyć tempo. Co już chyba było niemożliwe. Kapturzyści nadal pozostawali w tyle. Leonowi udało się niesamowicie zwiększyć naszą odległość od nich. Teraz wyglądali jak cztery skaczące kropki. Leon ciężko dyszał a jego serce waliło jak oszalałe. Po kolejnych pięciu minutach biegu Leoś zaczął zwalniać, było po nim widać że tego nie chce "mężczyźni" w kapturach zaczęli się do nas zbliżać. Leon starał się już nie o to aby zwiększyć tempo biegu a o to aby utrzymać obecne. Niestety z każdą kolejna minutą zwalniał. Nie dziwie mu się że opadał z sił skoro już dość długo biegł niosąc mnie na rękach. "Właśnie ma za duże obciążenie"- pomyślałam i powiedziałam do Leona:
- Postaw mnie będzie ci lżej biec.
-Nie...ma...mowy - wysapał
- Leon proszę cię abyś mnie postawił - próbowałam dalej.
- Nie - sapnął  i wzmocnił uścisk. " I co ja mam z nim zrobić"-pomyślałam i  spojrzałam nad jego ramieniem od zakapturzonych postaci dzielił nas może kilometr w linii prostej i odległość ta stopniowo się zmniejszała. Leon z każdą chwilą biegł wolniej. Napastnicy natomiast przyspieszali. " Muszę coś wymyślić aby zwiększyć odległość między mną i Leosiem a tymi typkami, - Tylko co ja mogę zrobić." Nie mogłam nawet skupić się na myśleniu ... w pewnym momencie do głowy przyszedł mi pewien pomysł ...
                                                                                                                                                                   
Na jaki pomysł wpadła Violetta... i jak zakończy się ten "spacer"?
To już w kolejnym rozdziale.

                            A teraz kolażyk dla Nati Verdas  : )   

Zgodnie z prośbą kolaż z Leonettą mam na dzieję że się spodoba ; )



piątek, 13 grudnia 2013

Rozdział 7 + niespodzianka

      W domu Leona:

    Leon:

Jest już koło siódmej(19) więc pasuje zająć się kolacją.  Do tej pory śpiewaliśmy piosenki bo Viola miała doła a śpiewanie zawsze poprawia jej humor a ja po prostu uwielbiam z nią śpiewać.
-Głodna? - zapytałem gdy skończyliśmy śpiewać "Podemos".
-Pewnie - odpowiedziała Viola.
- To na co moja księżniczka ma ochotę? - zapytałem i pocałowałem ją w policzek.
-Zjem to co przygotuje mój książę - odpowiedziała i również dała mi buziaka w policzek, "Moja Viola jest wspaniała"- pomyślałem.
- To co powiesz na ... kanapki z ... z serem? - spytałem. Co prawda chciałem zaproponować coś innego ale przypomniałem sobie że nie byłem na zakupach no a rodziców nie ma więc tylko to miałem w domu.
- Chętnie zjem kanapki - powiedziała Viola.
- To ja zrobię kanapki a ty może wybierzesz jakiś film - za proponowałem.
Jasne - odpowiedziała Vilu. 
    Poszedłem do kuchni, wyjąłem żółty ser z lodówki, pieczywo z szafki i wróciłem do lodówki po masło i keczup. Posmarowałem pieczywo masłem , położyłem ser i na nie których kanapkach narysowałem keczupem serce i napisałem w nim "Te quiero" i ułożyłem je na dwóch talerzykach. Kanapki z keczupowym graffiti były dla Violi. Nalałem do szklanek sok pomarańczowy postawiłem talerzyki i szklanki na tacce i ruszyłem do salonu gdzie Viola siedziała na kanapie i wybierała film.
- Kolacja gotowa - powiedziałem stawiając przed nią na stoliku talerzyk z kanapkami  i szklankę z sokiem.
- Dziękuję - powiedziała uśmiechając się.
- Nie ma za co - powiedziałem i odwzajemniłem uśmiech, po czym zapytałem:
- Znalazłaś jakiś fajny film? - nie żebym bardzo chciał oglądać bo z Vilu równie dobrze mogę siedzieć w milczeniu i ją obejmować.
- Nie nic ciekawego nie ma - powiedziała Viola i zdenerwowana zgasiła telewizor.
- Spokojnie znajdziemy sobie coś innego do roboty- powiedziałem i przytuliłem Viole.
- A co na przykład? - zapytała podnosząc głowę z mojego ramienia.
- Na przykład po kolacji możemy pójść na spacer - zaproponowałem z uśmiechem który Viola odwzajemniła.
- Dobrze - powiedziała Viola  i wzięła kanapkę z talerzyka, po czym dodała - Ja ciebie też. - zdziwiły mnie te słowa ale przypomniałem sobie że na kanapkach Vilu narysowałem keczupem serce i napisałem w nim "Te quiero" co znaczy "Kocham cię", więc powiedziałem tylko -Wiem o tym - i pocałowałem Vilu w policzek.

Violetta:

 Po kolacji zgodnie z propozycją Leona poszliśmy na spacer który był naprawdę romantyczny, Leoś obejmował mnie ramieniem a ja się w niego wtulałam. Towarzyszył nam ciepły wieczorny wietrzyk i księżyc oświetlający nam drogę. Spacerowaliśmy w ciszy przytuleni do siebie. Gdy weszliśmy do parku gwałtownie się zatrzymałam. Leon spojrzał na mnie z troską w oczach i zapytał:
-Violu co się stało?
- Nic - powiedziałam z wymuszonym uśmiechem.
-Przecież widzę że coś jest nie tak - powiedział Leon i ponownie mnie  objął a ja się w niego wtuliłam.
-Chodzi oto że ... w tym ... w tym parku został za atakowany tata- wyjąkałam ze  strachem w głosie i łzami  w oczach.
- Przepraszam  że cię tu przyprowadziłem. Nie wiedziałem - powiedział Leon i spuścił głowę.
-Nic się nie stało - powiedziałam a on podniósł na mnie swoje szmaragdowo zielone oczy i spytał:
-Chcesz  stąd iść?- ja tylko pokręciłam przecząco głową i powiedziałam:
- Z tobą nie muszę się bać - po czym wspięłam się na palce i złożyłam namiętny pocałunek na jego wargach.Leoś oddał pocałunek. Całowaliśmy się coraz namiętniej i  coraz intensywniej a scenerie dopełniało radosne cykanie świerszczy. Chciałam aby ta chwila trwała wiecznie ale niestety  cykanie świerszczy ucichło, umilkł także wiatr. Przerażona oderwałam swoje usta od warg  Leona i mocno się w niego wtuliłam ... 
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                       
Co się wydarzy?
Czy romantyczny spacer przerodzi się sceną z horroru? 
A może nic się nie wydarzy...
Wszystko wyjaśni się w kolejnym rozdziale który pojawi się już jutro.
Zachęcam do komentowania  to naprawdę motywuje do działania.
      A teraz moja niespodzianka kilka zdjęć Leonetty hehe










czwartek, 12 grudnia 2013

Rozdział 6

Violetta:

   Obudziłam się w swoim pokoju co było dziwne bo nie pamiętam abym kładła się na łóżko. Pamiętam że byłam w szpitalu u taty i zasnęłam na korytarzu przytulona do Angie. Więc jak się t u znalazłam? Wzięłam z szafki telefon i sprawdziłam godzinę była 16:10. Na szafce leżała mała karteczka wzięłam ją i przeczytałam " Violu jak się obudzisz zejdź do jadalni. Twój Leon." Leon to wszystko wyjaśnia - pomyślałam. Poszłam do łazienki poprawiłam makijaż i rozczesałam włosy. Po czym zeszłam boso na dół. Poszłam do jadalni jednak nikogo tam nie było ale usłyszałam że ktoś jest w kuchni więc tam poszłam. Zastałam w niej Leona on tak bosko wygląda kiedy gotuje...
...Co ja znowu wygaduję on zawsze wygląda bosko. Podeszłam do niego i pocałowałam go w policzek.
- O wstałaś już - zapytał uśmiechając się.
- Jak widać - odpowiedziałam z uśmiechem.
-Głodna? - zapytał wyłączając gaz.
- Strasznie -powiedziałam.
- To idź do jadalni a ja za chwile wszystko podam - powiedział i dał mi buziaka w policzek.
- Dobrze - powiedziałam i poszłam do jadalni. Po pięciu minutach Leon przyniósł talerze i postawił na stole. Jedzenie wyglądało apetycznie i spakowało nieziemsko.
- Dziękuję. - powiedziałam,a Leon się tylko uśmiechną.
- Było pyszne - powiedziałam , podeszłam do Leona i pocałowałam go w usta on oddał pocałunek po czym wstał, zebrał talerze i  zaniósł je do kuchni.
- Ja pozmywam - powiedziałam zakładając fartuszek.
- Nie pozmywamy razem - powiedział Leon obejmując mnie w tali i pocałował mnie w policzek.
- Ok- uśmiechnęłam się i również go pocałowałam.
          Gdy skończyliśmy zmywanie naczyń Leon włączył  jakiś film i zaczęliśmy oglądać. Gdy film dobiegł końca Leon zaczął  zbierać się do domu.
-Idziesz już - zapytałam ze smutkiem.
- Tak - odparł równie smutno.
- A mógłbyś zostać na noc? - spytałam z nadzieją.
- Chciał bym ale motor nie może stać na zewnątrz - powiedział smutno.
- Wiem - mruknęłam
- Co się stało ?- zapytał troskliwie.
- Nic takiego. Po prostu boje się zostać sama w domu na noc. - powiedziałam cicho.
- W takim razie mam pomysł - powiedział Leon i się uśmiechną.
- Jaki? - zapytałam z ciekawością.
- Spakujesz sobie trochę rzeczy i pojedziesz do mnie, od razu mówię możesz zostać ile chcesz, a i jeszcze cię uprzedzam rodziców nie ma w domu - powiedział a po chwili dodał - To jak zgadzasz się na taki układ?
- Oczywiście że tak! - wykrzyknęłam i rzuciłam się Leonowi na szyję.Pocałowałam go i powiedziałam:
- To ty zaczekaj a ja pójdę się spakować.
- Nie zaczekam - powiedział Leon stanowczo.
-Jak to? - zapytałam zdziwiona.
- Bo ci pomogę w pakowaniu - powiedział, chwycił mnie za rękę i pociągną mnie w stronę schodów. Weszliśmy do mojego pokoju, wyjęłam z pod łóżka torbę którą zawsze brałam ze sobą gdy szłam na noc do dziewczyn , podbiegłam do szafy i zaczęłam wybierać ubrania postanowiłam że na razie zostanę u Leona na dwa dni a potem się zobaczy. Wybrałam ubrania , położyłam je na łóżku i pobiegłam do łazienki spakować szczoteczkę i kosmetyki do kosmetyczki gdy wróciłam Leon już spakował moje ubrania. Włożyłam do torby kosmetyczkę,podeszłam do biurka z którego wzięłam pamiętnik mój oraz mamy i również włożyłam je do torby. Wzięłam z szafki przy łóżku piżamę i włożyłam do środka. Leon zasuną torbę i ją wziął.
Poczekaj - powiedziałam.
- Na co ?- zapytał dziwnym głosem.
- Muszę włączyć alarm oraz monitoring - powiedziałam.
- To ja zaczekam na zewnątrz - powiedział Leon a ja podałam mu telefon ,wzięłam klucze i pobiegłam do gabinetu taty by uruchomić alarm anty włamaniowy i kamery monitorujące cały dom i jego obejście.
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                       
 Rozdział miał się pojawić juto ale tak wyszło że jest dziś.... Cieszycie się jutro dodam  kolejny.
no to chyba tyle... a no i dziękuje moim czytelnikom za 205 wyświetleń to sprawia że jestem mega szczęśliwa  gorąco zapraszam do komentowania bo to motywuje pozdrawiam serdecznie ;) <3

niedziela, 8 grudnia 2013

Rozdział 5 + dedyk

Dedyk Dla anonimki nati :


 Ten rozdział dedykuję anonimce nati która sprawia że mam ochotę pisać dalej bo wiem że mam dla kogo dzięki jej komentarzom mam ochotę do dalszego pisania. Bardzo ci dziękuję anonimko nati za twoje komentarze sprawiasz mi nimi ogromną radość.
                                                                                                                                                               
Szpital:
Sala Germana:

Leon:

-Dzień dobry panie Castillo - przywitałem się.
- Witaj Leonie - odpowiedziała German i  dodał wskazując krzesło koło swojego łóżka
-Usiądź proszę.- Zająłem wskazane miejsce. Chyba miałem dziwną minę bo pan German zaczął się ze mnie śmiać. Gdy skończył się śmiać powiedział:
- Nie bój się  nie zamierzam cię bić.
- Wiem - odpowiedziałem szeptem.
- Chciał bym ci podziękować za to że nie pozwoliłeś aby Viola przyszła tutaj sama - powiedział pan German.
- Nie mógłbym jej puścić tutaj samej - powiedziałem już pewniej.
- Chciał bym abyś odprowadzał ją do studia i ze studia do domu dobrze? - zapytał pan Castillo.
- Oczywiście - odpowiedziałem
- Zaopiekuj się nią - powiedział błagalnie ojciec Vilu.
-Zaopiekuję. Obiecuję panu - powiedziałem szczerzę.
- Z góry dziękuję. -  powiedział z  uśmiechem pan Castillo. 
- Nie ma za co - powiedziałem i się uśmiechnąłem.
-A i mów mi German - powiedział.
-A więc pa... Germanie - poprawiłem się - pozwolisz że już pójdę bo Violetta jest zmęczona- powiedziałem.
-Oczywiście - odparł tata Violi.
- Do widzenia- pożegnałem się.
-Do widzenia - odpowiedział German.
 Podszedłem do drzwi otworzyłem je i wyszedłem zamykając za sobą. patrzyłem po korytarzu za Violą ale nigdzie jej nie było. Zacząłem się martwić ale zobaczyłem ją siedzącą na końcu rzędu  krzeseł opartą  o ramie Angie. Chyba Violetta spała. Podszedłem do nich Angie się delikatnie przeciągnęła chyba dopiero się przebudziła. Viola spała . Teraz to już wiedziałem. Słodko wygląda kiedy śpi. Nie chcąc jej obudzić szepnąłem:
-Księżniczka nie doczekała do powrotu księcia.
Angie się uśmiechnęła i od szepnęła:
-Jak widać. 
-Zabiorę ją do domu - powiedziałem szeptem
-Ale jak zamierzasz to zrobić  skoro przyjechałeś z nią na motorze? - zapytała zdziwiona Angie.
- Zamówię taksówkę i zaniosę ją do niej, wsadzę, przypnę pasem, powiem kierowcy gdzie ma ją zawieść a ja pojadę na motorze skrótem i będę wcześniej  przed jej domem. Gdy taksówka przyjedzie zapłacę kierowcy, wyjmę Viole i zaniosę do jej pokoju. - opowiedziałem Angie cały mój plan.
-No proszę. wszystko zaplanowałeś - powiedziała Angie z uśmiechem.
- Co do sekundy - odpowiedziałem i odwzajemniłem uśmiech .
   Odszedłem kawałek żeby nie zbudzić Violi i zadzwoniłem po taksówkę. Po czym wróciłem do Angie i delikatnie wziąłem Viole na ręce, starałem się jej nie obudzić i udało mi się. W momencie gdy głowa Violetty uniosła się z ramienia Angie,Viola przechyliła ją w drugą stronę kładąc na moim ramieniu.
- Do widzenia - wyszeptałem do Angie.
-Do widzenia - odpowiedziała również szeptem ciocia Violi.
       Gdy usadziłem Viole w taksówce poinformowałem kierowce gdzie ma ją zawieść.Sam wsiadłem na motor chowając kask i torebkę Violi tak aby nie przeszkadzały mi w jeździe ,zapiąłem swój kask i ruszyłem.
Pojechałem skrótem więc pod domem Violi byłem wcześniej niż taksówka. Zdążyłem  spokojnie otworzyć drzwi frontowe kluczem Violi, wejść do domu, pójść do pokoju mojej księżniczki  i przyszykować łóżko. Zszedłem na dół, wyszedłem przed dom i właśnie w tedy podjechała taksówka. zapłaciłem tyle ile się należało, wyjąłem Violcie z taksówki i zniosłem ją na górę do jej pokoju,położyłem ją na łóżku i zdjąłem jej buty po czym przykryłem ją kołdrą, następnie zszedłem na dół przekręciłem klucz w drzwiach frontowych i udałem się do kuchni bo pomyślałem że Viola będzie głodna jak wstanie, z resztą ja też  byłem głodny.
                                                                                       
                                                                                       
Podoba się  rozdział?



sobota, 7 grudnia 2013

Rozdział 4 -> część 2

Szpital:

Violetta:

             Weszliśmy do budynku i pobiegliśmy na recepcję.
- Dzień dobry  - przywitaliśmy się.
- Dzień dobry. A państwo do kogo? - zapytała recepcjonistka.
- Do Germana Castillo - odpowiedziałam.
- Są państwo z rodziny? - zapytała kobieta.
- Tak jestem jego córką. Nazywam się Violetta Castillo - odpowiedziałam poddenerwowana.
- A pan to ? - spytała patrząc na Leona.
-Jestem  Leon Verdas - odpowiedział mój chłopak.
- Niestety pan nie może wejść dalej - powiedziała kobieta.
- Jak to ?- spytałam oburzona .
- Nie należy do rodziny - odpowiedziała recepcjonistka sztucznie się uśmiechając.
- I Co z tego ? - wybuchnęłam.
- Violu uspokój się. Idź do taty a ja tu poczekam na ciebie - powiedział Leon łapiąc mnie za ręce.
- Nie wejdziesz ze mną - powiedziałam do niego.
- Niestety nie mogę go wpuścić - wtrąciła się kobieta.
- On jest moim chłopakiem - powiedziałam ze łzami w oczach.
- To zmienia postać rzeczy - powiedziała kobieta.Po czym dodała -W takim razie 3 piętro sala 304.
-Czyli Leon może iść ze mną? - zapytałam z nadzieją.
- Oczywiście - powiedziała recepcjonistka .
-Dziękujemy - powiedzieliśmy i poszliśmy do windy.
   Po kilku minutach byliśmy pod salą 304.
- Idź do taty. Poczekam tu na ciebie - powiedział Leon i pocałował mnie w policzek.
- Dziękuję - powiedziałam i weszłam do sali.

Sala Germana :

Violetta:

(Violetta- klklkkll ; Angie - bla bla ;German - bli bli = oznaczenia wypowiedzi bohaterów)
- Cześć Angie.
-Cześć Violu. Jak się trzymasz?
- Dobrze. Jak tata?
- Od dziesięciu minut pyta o ciebie.
- Wybudził się? - zapytałam radośnie
- Oczywiście
- Gdzie Violetta? - usłyszałam słaby głos taty.
- Jestem już.
- To ja was zostawię - powiedziała Angie  wychodząc.
- Vilu wszystko w porządku? - zapytał troskliwie.
- U mnie? Tato to ty leżysz w szpitalu.
- Tak bo się o ciebie martwię.
- Oj nie musisz się aż tak martwić.
- Przyszłaś tu sama? - zapytał z przerażeniem w głosie.
- Nie. Leon mnie przywiózł.
- Leon powiadasz więc chyba będę musiał mu podziękować. Jest tu czy pojechał?
- Czeka na korytarzu.
- Możesz go tutaj poprosić?
- Oczywiście zaraz go zawołam. Ale ja już raczej nie wejdę z powrotem bo jestem zmęczona więc się pożegnam z tobą. - powiedziałam i pocałowałam tatę w policzek i podeszłam do drzwi.
- Pa.
- Pa Violu.
Wyszłam na korytarz a Leon od razu do mnie podszedł.

Leon :

Gdy Viola wyszła z sali podszedłem do niej, przytuliłem ją i zapytałem :
- I jak z twoim tatą?
-W porządku. Obudził się i się uśmiecha więc jest dobrze - powiedziała Viola z uśmiechem.
- To czemu mówisz takim tonem jakby było źle? - spytałem troskliwie.
- Jestem po prostu zmęczona bo w nocy niewiele spałam - odpowiedziała i ziewnęła.
- No to może cię odwieść do domu? - zapytałem.
- Chętnie bym już pojechała ale tata chciał z tobą porozmawiać - powiedziała sennie Viola.
- Ze... zemną? Ale o czym? - spytałem zdziwiony i przerażony równocześnie.-"Ojciec Violetty chce zemną rozmawiać nie jest dobrze"- pomyślałem.
- Chyba chce ci podziękować za to że mnie tu przywiozłeś czy coś w tym rodzaju - powiedziała Viola tonem mówiącym "uspokój się Leon to nic takiego".
- Dobrze to zaczekaj na mnie, a ja potem odwiozę cię do domu zgoda? - zapytałem.
- Zgoda - odpowiedziała Viola i usiadła na krzesło.
   Podszedłem niepewnie do drzwi, zapukałem delikatnie gdy usłyszałem "Proszę"otworzyłem drzwi i wszedłem do środka po czym zamknąłem je za sobą.
- Dzień dobry panie Castillo. -  powiedziałem z przerażeniem.
- Witaj Leonie - odpowiedział pan German i  dodał - Usiądź proszę - po czym wskazał na krzesło
                                                                                 
                                                                                 
Jak potoczy się rozmowa Leona z Germanem i czego będzie dotyczyła?
To już w następnym rozdziale 

Zachęcam do wyrażania opinii o postach  i moim blogu w komentarzach.
Każdy komentarz motywuje do działania...

piątek, 6 grudnia 2013

Rozdział 4 ->część 1

      W studio:
 Violetta:
     Czekałam na odpowiedź Leona z ogromnym przerażeniem a jego mina nie ułatwiała mi jej odgadnięcia. Bałam się tego jak ona będzie brzmiała.
- Tak jesteśmy razem Vilu -powiedział i się uśmiechną. Po czym dodał ze smutkiem 
-Chyba że ty nie chcesz już zemną być -po tych słowach spuścił głowę.
- Chcę i to bardzo - powiedziałam uradowana. Leon podniósł głowę i spojrzał na mnie z powagą.
- Violu a powiesz mi co się stało twojemu tacie? - spytał troskliwie.
- Tata! - wykrzyknęłam i zerwałam się z podłogi. Leon dziwnie na mnie popatrzył, nie bardzo wiedział o co mi chodzi bo skąd niby miałby to wiedzieć.
- Przepraszam cię Leon ale muszę iść do taty - powiedziałam po czym zgarnęłam torebkę z krzesła i pobiegłam szukać Pablo. Na moje szczęście był na korytarzu.
-Pablo! - zawołałam
-O co chodzi Violetto - spytał zaskoczony.
- Chciałam cię spytać czy mogę się zwolnić  z zajęć bo chciałabym odwiedzić tatę bo ... 
-Dobrze spokojnie idź - przerwał mi Pablo
- Dziękuję ! Do widzenia ! -krzyknęłam biegnąc w stronę wyjścia .
- Do widzenia! - krzykną Pablo.
         wybiegłam przed budynek studia i wpadłam na Leona.
- Przepraszam - powiedziałam i się zaczerwieniłam.
- Nic nie szkodzi - powiedział i się do mnie uśmiechną. Jak ja kocham ten jego uśmiech.
- Gzie się tak spieszysz - zapytał Leon.
- Do szpitala - odpowiedziałam smutno.
- Do szpitala ale po co? - dopytywał się.
-Bo tam jest mój tata - powiedziałam ,wyminęłam mojego chłopaka i z powrotem zaczęłam biec.
-Violetta czekaj ! - krzykną Leon.
- Zawiozę cię ! - dodał gdy się zatrzymałam i znikną w budynku. Nie długo potem pojawił się z powrotem z dwoma kaskami w rękach. Podeszłam do niego a on podał mi jeden z kasków założyłam go, Leon przyprowadził motor. Wsiadłam i ruszyliśmy.

  Pod szpitalem:

     Leon:

     Podwiozłem Violettę pod szpital ponieważ nie wybaczył bym sobie gdyby coś jej się stało. Będę ją chronił przed wszystkim i już zawsze będę przy niej nieważne co się wydarzy my będziemy razem na dobre i złe obiecuję. Nic ani nikt nas nie rozdzieli nigdy.
- Dziękuję że mnie przywiozłeś - powiedziała Viola czym wyrwała mnie z zamyślenia.
- Nie mogłem pozwolić ci biec taki kawał - powiedziałem a Viola uśmiechnęła się do mnie.
-Kocham cię - powiedziała moja Violcia.
-Ja ciebie też - powiedziałem biorąc ją za ręce.
- I zawsze będę - dodałem po czym chciałem ją pocałować  ale zderzyliśmy się kaskami. Szybko je zdieliśmy i zaczęliśmy my się śmiać z naszej głupoty. Ale Viola szybko posmutniała.
- Muszę iść - powiedziała spoglądając na budynek w którym mieścił się szpital.
-Pójdę z tobą - zaproponowałem.
- Leon to bardzo miłe ale powinieneś wracać do studia - powiedziała i zaczęła zmierzać do wejścia.
- Chyba nie myślisz że pozwolę ci tam iść samej - powiedziałem i podszedłem do niej.
- A zajęcia? - spytała.
- Zwolniłem się u Pablo jak poszedłem po kaski - powiedziałem i chwyciłem Viole za rękę.
- Naprawdę? - zapytała ze zdziwieniem."Czy ona mi nie wierzy?"-zastanawiałem się - "Verdas opanuj się!!" - skarciłem się w myślach.
- Tak naprawdę. Nie mogłem pozwolić abyś siedziała sama w tym budynku - wskazałem głową szpital.
- Jesteś kochany - powiedziała Viola , dała mi całusa w policzek i przytuliła się do mnie.
- To co idziemy? - zapytałem.
-Idziemy ... - powiedziała smutno Viola.
- Będzie dobrze - próbowałem ją pocieszyć ale chyba mi nie wyszło.
- Nie jestem tego taka pewna - odparła Viola a do oczu napłynęły jej łzy.
- Chciałem cię pocieszyć - powiedziałem i zrobiłem smutną minkę
- wiem i bardzo dziękuję że próbujesz - powiedziała Vilu i uśmiechnęła się smutno. Resztę drogi do wejścia pokonaliśmy w milczeniu.
                                                                                         
                                                                                         
Co wydarzy się w szpitalu i jak się z tym uporają Leon i Violetta?

niedziela, 1 grudnia 2013

Rozdział 3 -> część 2

Violetta:

-Przepraszam Leon ale muszę odebrać -powiedziałam.
- Jasne niema sprawy.-odpowiedział.

Rozmowa telefoniczna:
-Halo.
-Violu nie ma mnie w domu. Nie wiem kiedy wrócę.
-Spokojnie Olgo. Nie martw się.
- Dobrze, tylko się nie denerwuj jak przyjdziesz i mnie nie będzie w domu okej?
-Dobrze Olgita. Pa-rozłączyłam się.
-Możemy porozmawiać? - zapytał Leon kiedy chowałam telefon do torebki.
-Przepraszam ale muszę poćwiczyć przed lekcją z Beto - odpowiedziałam i pobiegłam do studia.

                                Lekcja z  Pablo:

Violetta:

  Zadzwonił mój telefon Pablo z oburzeniem zapytał:
-Czyjś telefon dzwoni ?
-Chyba mój przepraszam -powiedziałam i się zaczerwieniłam.
-Violetto na lekcje wyłączamy telefon! - upomniał mnie Pablo
    Podeszłam do mojej torebki i sprawdziłam kto dzwonił w tedy telefon zaczął dzwonić po raz drugi ... dzwoniła Angie.
-Pablo muszę odebrać -powiedziałam i wyszłam na korytarz.
-Halo-odebrałam
- Vilu wszystko  w porządku? - zapytała Angie.
- Tak. Co z tatą? - zadzwonił dzwonek i na korytarzy zrobiło się głośno co sprawiło że nic nie słyszałam więc weszłam do jednej z sal i ponownie zapytałam:
- Co z tatą Angie? - usłyszałam szloch w telefonie, pomyślałam o najgorszym. Czekałam aż Angie się uspokoi i coraz bardziej się bałam o tatę.

Leon:

          Siedziałem w sali  do muzyki i grałem na gitarze, po chwili weszła Violetta z telefonem przy uchu, zamknęła drzwi, chyba mnie nie zauważyła.
-Angie mów co z tatą! - krzyknęła zdenerwowana Violetta.Nie słyszałem odpowiedzi Angie ale Violetta zapytała po chwili:
- Co to znaczy że jego stan jest ciężki? - Violetta była bliska płaczu. Angie coś powiedziała a Violetta się rozpłakała. Chyba nie jest dobrze.
- Dobrze Angie przyjdę - mówiła Viola przez łzy.
- Na razie - pożegnała się Violetta i rozłączyła.Schowała telefon do torebki i usiadła na podłodze chowając twarz w dłoniach. Podszedłem do niej i usiadłem obok, obiłem ją ramieniem. - Nie wiem dlaczego po prostu nie lubię kiedy płacze i jest smuta. - Ona wtuliła się we mnie jak kiedyś ale po chwili pod niosła głowę i spytała zapłakana:
-Dlaczego to robisz?
- Dla tego że cię kocham - obdarowując ją lekkim uśmiechem.
- Też cię kocham -powiedziała uśmiechając się do mnie przez łzy i przytuliła się do mnie.
-Wiem - odpowiedziałem szeptem i mocniej ją przytuliłem.
Siedzieliśmy tak z pięć minut nic nie mówiąc tylko tuląc się do siebie. Viola się uspokoiła i przestała płakać.
     Podniosła głowę , spojrzała na  mnie  i zapytała tak cichutko że ledwie ją słyszałem  siedząc tuż obok niej
- Czyli jesteśmy razem?
_____________________________________
Jak będzie brzmiała odpowiedź Leona?
To już wkrótce... 

Ps. zachęcam do komentowania to motywuje ;*