sobota, 28 grudnia 2013

One Part - Leonetta - "Voy por ti"

      !!! UWAGA: 

One Part zawiera drastyczne opisy przeżyć Violetty.      Jeśli macie słabe nerwy nie czytajcie go !!!

Bohaterowie:


 Leon Verdas

Violetta Castillo


German Castillo



 Violetta Castillo ma 19 lat. Mimo młodego wieku wiele przeszła, wiele widziała i wiele doświadczyła.
Los odebrał jej matkę a ojca zmienił w pijaka. Dziewczyna straciła chęci do życia. Nie raz  próbowała popełnić samobójstwo.
   
       Odkąd zmarła matka dziewczyny ojciec zaczął pić i bić ją a nawet nie raz próbował ją zgwałcić. Uciekała  z domu. Miała dopiero 5 lat. Jedyną osobą której ufała i która potrafiła odpędzić od pięciolatki samobójcze myśli był jej najlepszy i jedyny przyjaciel Leon Verdas. To do niego uciekała po każdej awanturze zrobionej przez ojca. Mogła zawsze na niego liczyć. Nigdy jej nie zostawił samej z problemem. Zawsze przy niej był. Wszystko się jednak zmieniło. Leona już przy niej nie ma. On już nigdy jej nie przytuli, nie pocałuje, nie obroni przed ojcem. Violetta nigdy już nie usłysz jego głosu, nie ujrzy jego uśmiechu który tak uwielbiała, nie będzie mogła spojrzeć w jego niepowtarzalne szmaragdowe oczy bo jego już NIEMA. Zmarł dwa lata temu, zakatowany przez jej ojca. Ona nie mogła nic zrobić. Było już za późno. Chłopak przyszedł do jej domu aby przemówić jej ojcu do rozumu. Opuścił dom na noszach. Trafił do szpitala. Dziewczyna była przy nim do końca. Tuż przed śmiercią. W dniu ich siedemnastych urodzin otworzył na chwilę oczy, spojrzał w szklące się czekoladowe oczy Violetty, wypowiedział cztery słowa "Będę zawsze obok ciebie"  i  odszedł.
     Dziś mija druga rocznica jego śmierci. Dziś są ich dziewiętnaste urodziny. Violetta siedzi przy grobie ukochanego po mimo późnej pory. Spędziła tu cały dzień. Nie zamierza wracać do domu gdzie czeka na nią pijany ojciec. Ma już dość wszystkiego. Kiedy żył Leon łatwiej było jej wszystko znieść. Teraz każdego dnia zmaga się z cierpieniem większym niż kiedykolwiek.  Wczoraj jej ojciec zrobił coś co zrobić próbował wiele razy, nie udawało mu się jedna bo był przy niej Leon. Zrobił coś czego robić nie powinien. Zgwałcił ją.
    Dziewczyna  położyła na grobie ukochanego bukiet czerwonych róż i flakonik jego perfum które tak uwielbiała. Położyła również płytę ich wspólną płytę i szepnęła :
- Wszystkiego najlepszego Leosiu. - po jej policzku spłynęła łza. Violetta jej nie otarła. Spojrzała w niebo a potem na jego zdjęcie widniejące na płycie nagrobkowej i szepnęła :
- Już niedługo się spotkamy. Obiecuję. - Po tych słowach wyjęła z torebki fiolkę tabletek nasennych, butelkę wody mineralnej i dwie żyletki. Wsypała zawartość fiolki (około 30 tabletek) do ust popiła je wodą i wzięła do ręki obie żyletki. Podwinęła rękaw sweterka, poprawiła sukienkę którą dostała od Leona, odszukała tętnicę i przyłożyła do niej ostrza żyletek. Wykonała jeden płynny ruch dociskając ostrza  żyletek do skóry całą siłą jaką miała w dłoni. Rozcięła skórę i tętnicę od zgięcia łokcia aż do nadgarstka. Narysowała krwią wielkie serce na grobie Leona i napisała w nim " Leonetta na zawsze ". Oparła się plecami o grób i wyszeptała " Voy por ti". Taki tytuł nosiła piosenka którą  Leon napisał dla niej miesiąc przed śmiercią. Zamknęła oczy uśmiechnęła się i ... odeszła.
      Teraz są razem i nic tego nie zmieni...

piątek, 27 grudnia 2013

Rozdział 16

Violetta:

 Śpiewałam z Leone. Tego nam było trzeba. Gdy skończyliśmy Angie zaczęła klaskać a do sali wszedł Antonio. Widząc tylko mnie, Leona i Angie powiedział:
-  Dzieciaki idźcie do domu. Dzisiaj chyba nikogo więcej nie będzie. Macie wolne. - Na te słowa bardzo się ucieszyliśmy. Razem z Leonem krzyknęliśmy:
- Dziękujemy Antonio! - i wybiegliśmy ze studio trzymając się za ręce. Zaczęliśmy się kręcić w kółko trzymając się za obie dłonie. W pewnym momencie zakręciło mi się w głowie, straciłam równowagę i upadłam na trawę ciągnąc za sobą Leona. Zaczęliśmy się głośno śmiać.  Po pewnym czasie Leon się podniósł i pociągną mnie w górę z taką siłą że wpadłam w jego ramiona a on okręcił się kilka razy trzymając mnie w objęciach. Po czym postawił mnie na ziemię i złapał za rękę, uśmiechną się szeroko i zapytał:
- Idziemy do resto?
- Idziemy - odpowiedziałam i ruszyliśmy do wspomnianego baru. Po dotarciu na miejsce zamówiliśmy koktajle brzoskwiniowe i usiedliśmy przy jednym z dwu osobowych stolików i zaczęliśmy rozmawiać. Początkowo rozmowa dotyczyła wspomnień z czasów dzieciństwa, ulubionych zabawek i gier ale w pewnej chwili zadałam nurtujące mnie pytanie:
- Leon jak myślisz gdzie wszystkich wywiało? - to pytanie krążyło mi po głowie odkąd zorientowałam się że w studio z uczniów jesteśmy tylko my.

Leon:

 Viola zadała pytanie które mnie nurtowało dokąd połapałem się że z uczniów studio byłem tam tylko z Violą. To było naprawdę dziwne.
- Szczerze mówiąc nie mam pojęcia. Andreas, Braco i Napo są hoży ale reszta ... nie mam pojęcia -  odpowiedziałem  zgodnie z prawdą.
- Ja wiem że Camila opiekuje się kilku letnim kuzynem a Fran jest chora... nie obecność reszty wciąż pozostaje nie wyjaśniona. -  powiedziała Viola.
- Czyli wiemy gdzie są Andreas, Braco, Napo, Cami i Fran... ale gdzie są Maxi,Naty,Tomas,Ludmiła,Diego, Marco i Fede? - zdziwiłem się.
- Co robią Diego i Lud to mnie nie obchodzi. Nawet cieszę się że ich niema ale co do reszty jestem ciekawa - powiedziała Viola.
- Idziemy na spacer? - zapytałem z nadzieją że Viola oderwie się od myślenia o tym gdzie są teraz nasi przyjaciele.
- Pewnie - odpowiedziała z szerokim uśmiechem. Wyszliśmy z resto i poszliśmy do parku na nasza ławeczkę. Siedzieliśmy chwilę w milczeniu. Postanowiłem przerwać tę ciszę i zapytałem smutno:
- Czyli dzisiaj wracasz do domu?
- Chyba tak skoro tata wyszedł ze szpitala to pasuje żebym przy nim była - odpowiedziała Viola.
- Rozumiem.... Ale czas który został przez odwołanie zajęć spędzisz ze mną prawda? -zapytałem uśmiechając się szeroko.

Violetta:

 Leoś jest jak dziecko, cieszy się zanim dostanie odpowiedź.
- Prawda - powiedziałam i westchnęłam. Ciekawe co też on wymyślił.
- To co chcesz robić? - zapytał Leoś patrząc mi w oczy.
- Hmm... Cokolwiek byle razem z tobą - odpowiedziałam i pocałowałam go w usta on oddał pocałunek a potem wstał z ławki i usiadł na trawie ciągnąc mnie za rękę. W końcu spadłam z ławki i wylądowałam na nim a on rozpoczął łaskotanie mnie co spowodowało że zaczęłam się głośno śmiać i piszczeć.
- Przestań! - wykrzyknęłam poprzez śmiech. On zamiast przestać bardziej przyłożył się do łaskotania. Próbowałam się bronić ale mi to nie wychodziło, wiec przestąpiłam do ataku. Co prawda Leon nie ma łaskotek ale ma świra na punkcie ułożenia swoich włosów. Wyswobodziłam jedną rękę i cały czas się śmiejąc zaczęłam mierzwić mu włosy. Po chwili przestał mnie łaskotać.
- Tego już za wiele  - powiedział obrażonym głosem.
- Mówiłam żebyś przestał mnie łaskotać ale nie słuchałeś -odparłam, podniosłam się z trawy i zaczęłam przed nim uciekać, oczywiście zaczął mnie gonić krzycząc " Zemszczę się!". W pewnym momencie dogonił mnie  i pociągnął za rękę co sprawiło że gwałtownie się zatrzymałam, straciłam równowagę i wpadłam wpadłam w jego ramiona. Leoś to wykorzystał i namiętnie mnie pocałował a ja oczywiście się odwzajemniłam. W pewnej chwili Leoś stracił równowagę i upadliśmy na trawę z czego oboje zaczęliśmy się śmiać.

Leon:

 Świetnie się bawiliśmy, cały czas się śmialiśmy. Zabrałem Violę do resto na obiad. Potem poszliśmy do mnie. Pomogłem Violi spakować rzeczy i poszliśmy pieszo do jej domu. Śmialiśmy się całą drogę. W końcu dotarliśmy do domu Vilu. Posmutniałem bo przez te dwa dni zdążyłem się przyzwyczaić do obecności Violi w moim domu. Gdy tam była nie czułem się taki samotny.
- Co się stało Leoś? - zapytała Viola troskliwie.
- Nic - odparłem i zmusiłem się do uśmiechu.
- Przecież widzę. Mów co się dzieje - powiedziała patrząc na mnie wyczekująco.
- No bo przez te dwa dni co byłaś u mnie nie czułem się samotny - powiedziałem na co Viola uśmiechnęła się smutno.
- Leoś przecież wiesz że możesz do mnie dzwonić kiedy tylko masz ochotę a na razie mogę ci zaproponować to abyś został na kolacji - powiedziała Viola.
- A co na to twój tata? - zapytałem zrezygnowany. Naprawdę chciałem zostać na tej kolacji i spędzić jeszcze trochę czasu z Violą.
- Zgodzi się - powiedziała z przekonaniem Violetta i pociągnęła mnie za sobą do środka.
- Jestem a raczej jesteśmy! - krzyknęła Viola.
- Jacy my? - zapytał pan German wychodząc z gabinetu.
- Ja i Leon - odpowiedziała Viola.
                                                                                                                                                                  
Ciekawi was jak zachowa się German? 
Co sądzicie o rozdziale??

czwartek, 26 grudnia 2013

Rozdział 15

Violetta:

 Po jakimś czasie oglądania stwierdziłam iż ten horror jest  zbyt straszny więc zamiast oglądać film wpatrywałam się w mojego Leosia. "Chciała bym już zawsze tak przy nim siedzieć i być z nim. Jest taki seksowny, przystojny i piękny"... Oj rozmarzyłam się i Leoś to zauważył bo na mnie popatrzył a ja  momentalnie utonęłam w jego wyjątkowych szmaragdowozielonych oczach. Chciał coś powiedzieć ale nie zdążył bo go pocałowałam on oddał pocałunek. Z każdą sekundą nasze pocałunki stawały się namiętniejsze. W pewnym momencie dłoń Leona znalazła się pod moją bluzką a ja zadrżałam nie ze strachu a z podniecenia. "Ma taką delikatną dłoń" .Po kolejnej sekundzie  Leon zaczął podnosić mi bluzkę do góry aja zaczęłam rozpinać jego koszulę, która  po chwili  wylądowała na podłodze razem z moją bluzką. Nagle Leon wziął mnie na ręce i zaniósł na górę nie przestając całować. Usiadł na łóżku sadzając mnie sobie na kolanach , obróciłam się  w taki sposób że siedziałam na nim okrakiem a swoje dłonie wplotłam w jego włosy. Leoś rozpiął mój biustonosz i zabrał się za dolną część mojej garderoby a ja nie pozostawałam mu dłużna. W kieszeni spodni Leona znalazłam jego telefon i nie przestając go całować włączyłam muzykę akurat trafiłam na " Voy por ti" w wykonaniu  samego Leona . Odłożyłam telefon a Leoś przeją inicjatywę. Doszło do TEGO.  

Leon:

 Wiedziałem że Viola coś planuje ale nie sądziłem że te iskierki w jej oczach pojawiły się z podniecenia i pożądania. " Skąd ona bierze takie pomysły? I jeszcze muzyka... Cóż po Violi można się spodziewać  wszystkiego teraz już  to wiem. Nie umiem jej się oprzeć, nie potrafię. Ona naprawdę świetnie całuje. Ciekawe gdzie się tego na uczyła."
- Violu -  zapytałem przerywając pocałunki - Kto cię nauczył tak całować? -  do kończyłem a ona  się roześmiała i odpowiedziała:
- Ty - po czym znowu zaczęła mnie całować. Takiej odpowiedzi się nie spodziewałem. Gdy zadawałem to pytanie już TEGO nie robiliśmy tylko się całowaliśmy. Było wspaniale. Viola wtuliła się w mój tors i zasnęła, ja również postanowiłem iść spać bo było dość późno (tak się jakoś złożyło że obiad wyszedł w porze kolacji) a jutro trzeba iść do studia. Bardzo szybko zasnąłem. Śniłem o Violi i naszej wspólnej przyszłości.

Rano:

Violetta:

 Obudziłam się wtulona w  goły tors Leona. Przerażona usiadłam na łóżku i spostrzegłam że równiesz jestem naga. Nie wiem dla czego zaczęłam płakać. Przecież chciałam tego. Leon usiadł i objął mnie ramieniem. Od razu się w niego wtuliłam.
- Dlaczego płaczesz? -  zapytał z troską.
- Nie ... nie... wiem - wyjąkałam drżącym głosem. Leon nic nie powiedział tylko otarł łzy z mojej twarzy i mocniej mnie przytulił. Po jakiś dziesięciu minutach trochę się uspokoiłam i za pytałam :
- Leon ... czy... my - nie dokończyłam, po prostu nie umiałam zadać tego pytania.
- Tak - powiedział Leon szeptem a po chwili dodał troszkę głośniej:
- Żałujesz? - to pytanie zadał z nutą smutku i niepokoju w głosie.
- Nie - odpowiedziałam zgodnie z prawdą bo nie żałowałam tego co się stało wczoraj ale przecież Leon może czuć coś innego. Spojrzałam mu w oczy i zapytałam:
- A ty? - bałam się odpowiedzi ale chciałam ją usłyszeć. 
- Nie - szepnął Leon - marzyłem o tym aby ten pierwszy raz był z kimś kogo kocham a tym kimś jesteś ty - powiedział Leoś i mnie pocałował namiętnie i delikatnie za razem.
- Ja też marzyłam aby pierwszy raz odbył się z kimś kogo kocham i komu ufam a tym kimś jesteś ty - Odpowiedziałam i oddałam pocałunek.
- To dla czego płakałaś - zapytał Leon z troską.
- Bo bałam się że ty tego nie chciałeś i że będziesz żałował - odpowiedziałam zgodnie z prawdą którą sobie właśnie uświadomiłam. Leoś mnie pocałował i powiedział żebym szła do łazienki a on zrobi śniadanie.

Leon:

 Założyłem te same ciuchy co miałem wczoraj i poszedłem zrobić śniadanie. Nie było ono zbytnio wykwintne ale zawsze jakieś. Zjedliśmy w ciszy.  Poszedłem się od świeżyć i przebrać. Potem jeszcze Viola umyła zęby i wyszliśmy do studia. Całą drogę żadne z nas się nie odzywało. Nie powiem że nie krępowała mnie ta cisz miedzy nami ale nie miałem odwagi jej przerwać. Nie wiem nawet co mógłbym powiedzieć. Trzymaliśmy się za ręce i spoglądaliśmy na siebie. Gdy doszliśmy do studia nikogo z naszych przyjaciół nie było. Weszliśmy do sali gdzie mieliśmy mieć zajęcia. Zadzwonił dzwonek i do klasy weszła Angie. Kiedy zobaczyła że jestem tylko ja i Viola zdziwiła się a za chwilę wybuchnęła nie kontrolowanym śmiechem do którego dołączyliśmy się  z Violą. Gdy się uspokoiliśmy Viola popatrzyła na Angie i zapytała:
- Nie jesteś w szpitalu przy tacie?
- Nie bo Germana wypisali dziś o 6 rano do domu - odpowiedziała Angie.
- To fantastycznie - powiedziała Viola podbiegając do Angie i tuląc się do niej.
- Dobra zaczynajmy zajęcia - powiedziała Angie śmiejąc się. My też zaczęliśmy się śmiać.
 -  Leon i Violetta zapraszam na środek - powiedziała z udawaną powagą Angeles a po chwili znowu zaczęła się śmiać. Mi nie było do śmiechu tak jak i Violi. Nie potrafimy ze sobą porozmawiać a Angie każe nam śpiewać. Z drugiej strony może to przełamie i przerwie tą niezręczną i mocno krępującą ciszę. " Pożyjemy zobaczymy" - pomyślałem i podszedłem do keyboardu. Zacząłem grać i śpiewać "Podemos" a po chwili Viola dołączyła do mnie.  Gdy skończyliśmy Angie zaczęła klaskać a do sali wszedł Antonio. Widząc tylko mnie Violę i Angie powiedział ...
                                                                                                                                                                
  Ciekawi co powiedział Antonio??
  

Mam tu dla was gifa Leonetty śpiewającej "Podemos"...
 Oni pięknie razem wyglądają...



Miesięcznica bloga!!

Jestem z wami okrąglutki miesiąc.
 W tym czasie dodałam 19 postów. W tym 14 rozdziałów mojego opowiadania i jednego One parta.
Chciała bym gorąco podziękować za :
844 wyświetlenia.
54 komentarze :


Nati Verdas ~  19 komentarzy
NieWidoCzna M. ~ 6 komentarzy
ZuzaŁ ~ 1 komentarz
Axi Verdas Tavelli ~ 1 komentarz
Anonimka Nati ~ 9 komentarzy
Anonim ~ 1 komentarz
Moje ~  18 komentarzy

 jednego obserwatora

                                                                                                                                                                   
Ps. jeśli pomyliłam niki przepraszam 

 A tutaj jest kolarz dla wszystkich czytających mojego bloga a przede wszystkim dla osób komentujących...



środa, 25 grudnia 2013

Rozdział 14

Violetta:

  Nie wiem co mam powiedzieć. Teraz rozumiem czemu mówił że nie chce litości. Nie wiem co zrobić a milcząc mogę go urazić a tego nie chcę. 
-Leon - zaczęłam - i to ty mnie chcesz przepraszać? Przecież nie masz za co. Za wspomnienia? Przecież każdy ma do nich prawo - powiedziałam i namiętnie go pocałowałam. Był tym trochę zdziwiony
- Idę wsypać makaron bo ta woda to się chyba za chwilę wygotuje - zaśmiałam się i poszłam do kuchni. Zasypałam wodę makaronem, usiadłam na taborecie i popijałam sok który sobie wcześniej nalałam. Zaczęłam rozmyślać o tym przez co przeszedł Leon gdy jego mama zachorowała. Musiało mu być ciężko. Jeszcze jego ojciec stracił pracę. Leon został z tym całkiem sam  i się nie skarżył nic nawet nie powiedział. Ja bym tak nie potrafiła. Moje rozmyślania przerwał dźwięk telefonu. Zobaczyłam kto dzwoni. Dzwoniła Abgie.
odebrałam:
Violetta : Halo
Angie: Violu wszystko w porządku?
V: Tak chyba tak.
A: Byliście na komisariacie?
V:Tak. Byliśmy.
A: Powiedzieliście wszystko?
V: Tak. Głównie to Leon mówił bo ja bałam się tego miejsca.
A: Rozumiem cię. Złożyłaś podpis pod zeznaniami?
V: Tak. Angie co się dzieje że jesteś taka zdenerwowana?
A: Nic takiego po prostu bardzo bym chciała aby złapano tych bandytów bo w tedy będę mogła spać spokojnie bo będę wiedział że tobie nic się niestanie.
V: Angie. Z Leonem jestem bezpieczna.
A: Wiem. To dobry chłopak.
V: Tak. Angie muszę kończyć bo mam makaron do odcedzenia. Pa.
A:Pa.
Rozłączyłam się i zgasiłam gaz, wylałam makaron na druszlak. Gdy trochę odciekł nałożyłam go na talerze, polałam roztopionym masłem, posypałam serem i polałam sosem czekoladowym.

Leon:

 Cały czas siedziałem zmyślony na kanapie. Po jakimś czasie podeszła do mnie Viola położyła mi rękę na ramieniu i powiedziała:
-Leoś chodź do jadalni. Obiad gotowy.  - po czym pocałowała mnie w policzek i odeszła do jadalni. Podniosłem się z kanapy i ruszyłem za Violą.
Obiad zjedliśmy w cisz deser którym było tiramisu również spożyliśmy w milczeniu.
Muszę coś zrobić bo coś czuję że jak tak będzie dalej to ją stracę.
- Violu - zacząłem - przepraszam cię za moje zachowanie. Jestem idiotą. Zamiast ci wszystko powiedzieć od razu to ukryłem to a potem się nie odzywałem. Zamiast ci pomóc w gotowaniu obiadu siedziałem jak kołek i ... bardzo cię przepraszam. Jeśli mi nie wybaczysz to nie wiem  co zrobię ale na pewno ni odpuszczę i będę o ciebie walczył bo nie wiem jak miałbym żyć bez ciebie - powiedziałem i chciałem odejść ale Viola złapała mnie za rękę i przyciągnęła mnie do siebie.
- Leoś może i czasami jesteś idiotą ale jesteś moim idiotą którego kocham i zawsze będę kochać. A co do przeprosin to nie masz za co mnie przepraszać. Każdy potrzebuje chwili tylko dla siebie. - powiedziała Viola. " Ona jest taka mądra i wyrozumiała. Drugiej takiej jak moja Viola niema"- pomyślałem.
- Czyli się nie gniewasz?- zapytałem patrząc jej w oczy.
- Oczywiście że nie - powiedziała Viola i uśmiechnęła się uroczo po czym dała mi soczystego buziaka w usta. Oddałem pocałunek.
- Idziemy na spacer? - zapytałem kiedy się od siebie oderwaliśmy. naprawdę chciałem z nią gdzieś wyjść aby wynagrodzić jej moje zachowanie.
- Chętnie ale jest jeden mały problem - powiedziała Viola.
- Jaki problem? Coś się stało? - zapytałem zmartwiony.
- Pada deszcz - powiedziała Viola pokazując na okno.
- No nie. Dlaczego? - zapytałem smutno.
- Oj Leoś smutny? Co ja na to poradzę? - śmiała się Viola. - Hmm... - udawała że się zastanawia.
- Już wiem - powiedziała Violetta, włączyła muzykę do "En mi mundo" i zaczęła śpiewać a ja się do niej przyłączyłem. Śpiewaliśmy tak przez jakiś czas.
- Może teraz obejrzymy jakiś film -  zaproponowałem.
- Dobrze - zgodziła się Viola.
- To ja zrobię popcorn a ty wybierz  film - powiedziałem i poszedłem do kuchni. Gdy wróciłem Viola miała już wybrany film. Był to naprawdę straszny horror.
- Viola ale wiesz że ten film jest bardzo straszny  - powiedziałem.
- I o to chodzi - odpowiedziała Viola a w jej oczach pojawiły się dziwne iskierki. Jeszcze nigdy ich nie widziałem w jej spojrzeniu.
- Dobrze no to włączmy - powiedziałem lekko zmieszany. Włączyłem ten horror i usiadłem na kanapie. Viola się do mnie przytuliła a aj objąłem ją ramieniem i  pocałowałem we włosy.
 Po jakimś czasie  Viola ...
                                                                                                                                                                   
   I oto rozdział 14 co o nim sądzicie?
Kolejny rozdział jutro albo pojutrze... 
 A tu macie zdjęcie deseru przygotowanego przez Leosia:



poniedziałek, 23 grudnia 2013

One part -Leonetta - Świąteczny cud. + życzenia świąteczne

Bohaterowie:

Violetta Verdas



Leon Verdas


Melania Verdas




              


              Mam 20 lat. Od ponad trzech lat jestem panią Verdas. Mam wspaniałego męża Leona i trzyletnią córeczkę Melanię. Zbliża się wigilia Bożego Narodzenia którą w tym roku spędzę razem z Mel w szpitalu przy łóżku mojego nie przytomnego męża. Dlaczego właśnie w tym miejscu? Otóż miesiąc temu Leon wracał z dwumiesięcznego wyjazdu do Londynu. Pojechał sam ponieważ Mel była chora i bałam się lecieć z nią tak daleko. Leonowi zostało do przejechania może dwa kilometry gdy jakiś pijany kierowca z olbrzymią prędkością uderzył w boczne drzwi taksówki którą jechał Leon. Sprawca wypadku zginął na miejscu a mój mąż wylądował w szpitalu będąc w ciężkim stanie. Od tamtego dnia nic się nie zmieniło. Leon jest nie przytomny a ja każdy dzień i co drugą noc spędzam przy jego łóżku. Czasami zbieram ze sobą Mel do Leona aby mała nie odzwyczaiła się od widoku ojca. Za dwa dni jest wigilia a stan Leona się pogorszył. Obydwa dni oraz wigilię łącznie z nocami postanowiłam spędzić przy Leonie bo lekarze powiedzieli , że mogą być to jego ostatnie dni życia. Chciałam aby Melania została z moim tatą i Angie ale ona stwierdziła że będzie czuwać przy Leonie razem ze mną. Mel jest bardzo mądra i rozumie więcej niż inne dzieci w jej wieku. Właśnie przed chwilą skończyła śpiewać Leonowi "Pada śnieg"  (usłyszała tą piosenkę w jakiejś reklamie i bardzo jej się spodobała)  i  zagrała na keyboardzie pierwsze nuty "Podemos"  ale do jej cudownych szmaragdowych oczek napłynęły łzy. Odeszła od instrumentu, podbiegła do mnie i się we mnie wtuliła. Sala Leona to od miesiąca nasz drugi dom.
- Mamusiu dlaczego Pan Bóg tak bardzo che mieć tatusia przy sobie? - zapytała Mel przez łzy.
-Nie wiem kochanie - odpowiedziałam. Posadziłam sobie Mel na kolanach, chwyciłam chłodną dłoń Leona i zaczęłam cichutko nucić kołysankę którą wspólnie z Leosiem napisaliśmy zaraz po przyjściu Mel na świat. Od tamtego dnia co wieczór jej ją śpiewaliśmy,  graliśmy albo nuciliśmy. Po kilku minutach Mel przestała płakać i zasnęła. Pocałowałam ją we włosy i szepnęłam do mojego męża:
- Bardzo nam ciebie brakuje. Proszę odnajdź siłę na dalszą walkę i postaraj się do nas wrócić. Nie poddawaj się. Masz dla kogo żyć. Masz mnie, Melanię i ... ją albo jego - wzięłam dłoń Leona i przyłożyłam ją do swojego brzucha. Byłam w trzecim miesiącu ciąży. Dowiedziałam się o tym tydzień po wyjeździe Leona. Mel wie że będzie miała rodzeństwo ale Leonowi powiedziałam dopiero teraz. Bo nie chciałam tego robić przez telefon a później nie miałam odwagi. Spojrzałam za okno na rozgwieżdżone niebo i pogrążyłam się we wspomnieniach.
               Nie spałam całą noc jak w każdą spędzoną tutaj. Mel obudziła się wcześnie bo około 5 rano zeszła z moich kolan i przywitała się z Leonem buziakiem w policzek a potem wróciła do mnie. O siódmej zjechałyśmy windą na parter i zjadłyśmy śniadanie w szpitalnym bufecie. Gdy wróciłyśmy zabrałyśmy się za rozwieszanie świątecznych dekoracji. Nie chciałam aby Mel spędzała wigilię w smutnej atmosferze. Obiadu nie jadłyśmy ponieważ byłyśmy zajęte dekorowaniem sali Leona. Po kolacji włączyłam na godzinę aby Mel pooglądała bajki. Ja w tym czasie otarłam chusteczkami nawilżanymi twarz i dłonie Leona aby zapewnić mu chociażby minimum komfortu. Gdy bajki się skończyły Mel usiadła na moich kolanach i zapytała:
- Mamusiu myślisz że tatuś nas słyszy i odczuwa naszą obecność?.
- Myślę że tak. Mimo iż jest nie przytomny podświadomie rejestruje to co się dzieje obok niego. - odpowiedziałam  a Melania podbiegła do keyboardu i zaczęła grać "Nuestro Camino" po mimo łez spływających po jej policzkach nie przerwała gry. Gdy skończyła podbiegła do mnie i mocno się we mnie wtuliła. Wzięłam ją na kolana i zaczęłam nucić jej kołysankę. Szybko się uspokoiła i zasnęła a ja położyłam dłoń na dłoni Leona i szepnęłam:
- Kocham cię - po czym pogrążyłam się we wspomnieniach.
              Kolejna nie przespana noc i ranek wigilijny spędzony na nakłanianiu Mel do zjedzenia śniadania.
- Nie chcę jeść - powiedziała po raz kolejny Mel a ja przestałam ją nakłaniać. Podeszłam do keyboardu, zaczęłam grać i śpiewać:

   
Bo kiedy miasto na święta się stroi

Niejeden z nas o przyszłość się boi 
Niejeden z nas w marzenia ucieka 
Wierząc, że spełnienie gdzieś czeka. 



Ref. A kto wie, czy za rogiem 
Nie stoją Anioł z Bogiem? 
I warto mieć marzenia 
Doczekać ich spełnienia. 

Na drugiej części refrenu dołączyła się do mnie Melania  i dalej śpiewałyśmy już razem.

Kto wie czy za rogiem 
Nie stoją Anioł z Bogiem? 
Nie obserwują zdarzeń, 
I nie spełniają marzeń!!!
Kto wie? 
Kto wie? 
Kto wie? 

Niejeden z nas czasem robi jakiś błąd 
Czasem się zdarza dwa razy pod rząd. 
Ufa tym, co nie warci ufania, 
Kocha tych, co nie warci kochania. 

Ref. A kto wie, czy za rogiem 
Nie stoją Anioł z Bogiem? 
I warto mieć marzenia 
Doczekać ich spełnienia. 

Kto wie czy za rogiem 
Nie stoją Anioł z Bogiem? 
Nie obserwują zdarzeń, 
I nie spełniają marzeń!!!
Kto wie? 
Kto wie? 
Kto wie? 

Jeśli zrobisz ten właściwy krok 
Zanim znów upłynie życia rok 
To wszystko będzie tak jak trzeba 
Z udziałem lub bez udziału nieba. 

Ref. A kto wie, czy za rogiem 
Nie stoją Anioł z Bogiem? 
I warto mieć marzenia 
Doczekać ich spełnienia. 

Kto wie czy za rogiem 
Nie stoją Anioł z Bogiem? 
Nie obserwują zdarzeń, 
I nie spełniają marzeń? 
Kto wie? 
Kto wie? 
Kto wie?

Kiedy skończyłyśmy Mel się do mnie przytuliła i powiedziała:
- Nikt tego nie wie czy anioł z Panem Bogiem nie stoją gdzieś za rogiem i nie obserwują tego co się dzieję ale na pewno warto mieć marzenia i czekać na ich spełnienie. Ja mam tylko jedno marzenie. Chcę aby tatuś się obudził - po tych słowach podbiegła do Leona, złapała go za rękę i powiedziała:
- Tatusiu chciała bym zobaczyć twój uśmiech i usłyszeć twój głos. Bardzo za tym tęsknie wiesz? Mamusia też tęskni i  nie przesypia nocy czuwając tu przy tobie. Proszę obuć się. Jesteś nam potrzebny tatusiu i to bardzo. - po tych słowach pocałowała go w policzek i ze łzami w oczach do mnie podbiegła i się przytuliła.
             Nadszedł czas na składanie życzeń. Wyjęłam z torebki trzy opłatki. Jeden dałam Meli, drugi zostawiłam dla siebie a trzeci położyłam na szafce stojącej obok łóżka Leona. Mel podbiegła do łóżka Leosia, położyła swoją rączkę jego na dłoni i powiedziała:
- Tatusiu życzę ci tego abyś miał dużo siły do walki ze śmiercią i abyś walczył wytrwale do póki starczy ci sił - ostatnie słowa wypowiedział ze łzami w oczach. Ułamała kawałek swojego opłatka i położyła go na szafce po czym ułamała kawałek opłatka Leona , włożyła go i podbiegła do mnie.
- Mamusiu życzę ci żebyś była zdrowa i silna abyś mogła wspierać tatusia w walce o życie jak również życzę ci aby spełniły się wszystkie twoje marzenia. A tobie maluszku - tu dotknęła przez bluzkę mojego brzucha  - życzę abyś był szczęśliwy i abyś zdążył poznać naszego tatusia - gdy to powiedziała po jej policzku spłynęła łza, ułamała dwa kawałki mojego opłatka i włożyła je do ust.
- Melaniu ja tobie życzę abyś mimo wszystko była szczęśliwa choć wiem że może być to trudne. Życzę ci również by twoje marzenia się spełniły co do najdrobniejszego. - powiedziałam i ułamałam sobie kawałek z jej opłatka, włożyłam go do ust i mocno uściskałam córeczkę. Mel usiadła na parapecie, podciągnęła kolana pod brodę i wpatrywała się w gwiazdy. Ja natomiast podeszłam do łóżka mojego męża, usiadłam na jego kraju, dotknęłam chłodnego policzka Leona i płacząc złożyłam mu życzenia:
- Życzę ci abyś miał siłę do walki, jak również tego abyś wygrał ze śmiercią i mógł powitać na  świecie swoje kolejne dziecko jak również mógł się zajmować mną, Mel i naszym nienarodzonym jeszcze dzieckiem - gdy to powiedziałam pochyliłam się a dwie moje łzy skapnęły na blade wargi Leona. Przybliżyłam swoją twarz do jego twarzy i złożyłam na jego delikatnych ustach długi,gorący i bardzo namiętny pocałunek. Kiedy miałam się od niego oderwać  poczułam na swoim policzku dotyk jego dłoni i odwzajemniony pocałunek Leona na moich ustach. Powoli się od niego odsunęłam i spojrzałam w jego piękne zielone oczy wpatrzone we mnie. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy radości i wzruszenia. Podbiegła do nas Melania i bez słowa przytuliła się do Leona, a ja przypomniałam sobie że nie mam dla Mel prezentu.
-Mela bardzo cię przepraszam że nie kupiłam ci prezentu. obiecuję że jutro kupię ci co tylko zechcesz. - powiedziałam.
- Nie trzeba mamusiu ja dostałam już najwspanialszy prezent jaki tylko mogłam - powiedziała Mel nadal tuląc się do Leona.
- Jaki? - zapytałam ciekawa co też ona wymyśliła.
- Tatuś się obudził. Będę miała rodzeństwo i ty mamusiu jesteś uśmiechnięta. Nie potrzebuje niczego więcej by być szczęśliwą - powiedziała Mel. Zdjęła buciki i położyła się obok Leona, kładąc mu głowę na klatkę piersiową. Poszłam w jej ślady i również położyłam Leosiowi głowę na klatce piersiowej z drugiej strony. On objął nas ramionami i wyszeptał:
- Bardzo was kocham - po czym pocałował  Mel i mnie w czoła. Po kilku minutach Mel spała wtulona w Leona a ja nakryłam jej dłoń która leżała na brzuchu Leona swoją dłonią i przymknęłam oczy. W tej własnie chwili do sali wszedł ordynator z kilkoma lekarkami i lekarzami. Widząc otwarte oczy Leona i mnie z Melą w niego wtulone uśmiechnął się i powiedział:
- Panie i panowie. Zdarzył się świąteczny cud! Pan Leon Verdas wybudził się ze śpiączki. Cieszmy się i radujmy. - po czym wyszli z sali zamykając za sobą drzwi. Pocałowałam usypiającego Leosia w usta na co on się uśmiechną, odwzajemnił pocałunek i  zasną. Ja się w niego wtuliłam i szczęśliwa zapadłam w głęboki sen.
                                                                                                                                                                  
To taki mój świąteczny One Part mam na dzieję że wam się podobał...
 Chcę wykorzystać tą chwilę i wszystkim moim czytelnikom pragnę złożyć Bożonarodzeniowe życzenia.
Życzę wam:
Zdrowych, radosnych świąt 
Spędzonych w miłej rodzinnej atmosferze.
Pojednania ze wszystkimi ludźmi w okuł was.
Szczęścia w życiu.
Powodzenia w związkach partnerskich jak i tych czysto przyjacielskich.
Aby w waszych domach nie zabrakło rodzinnego ciepła i zaufania.
Miło spędzonych chwil.
Spełnienia marzeń
I wszystkie co najlepsze...
//klaudia


Ps. Piosenka którą tu wykorzystałam to De su -kto wie. Zachęcam do posłuchania.